Blog > Komentarze do wpisu
Chausson a solaris
Jak pisałem na tym blogu – mieliśmy bezpośrednio po wojnie świetne autobusy francuskiej firmy Chausson [szosą], które miały nadwozia samonośne i były bardzo dobrze wspominane przez eksploatujących. Jasne, że konstrukcja ta, której produkcję podjęto w czasie wojny, w 1942 roku się starzała, niemniej była ona też unowocześniana coraz bardziej tworząc zasady nowoczesnych autobusów miejskich. Pojawiły się szerokie drzwi, a także podniesiono dach o 18 centymetrów, umożliwiająca pasażerom stojącym dobry widok i orientację w przebywanej trasie. Jeden taki mieliśmy, ale w roli pierwszego wozu transmisyjnego Telewizji. Miał on jednak ogólny wygląd autobusu miejskiego. Można jego zdjęcia zobaczyć na mojej witrynie rafalwodzicki.prv.pl, gdzie widać także niedaleko normalnego warszawskiego chaussona miejskiego (na bazie dalekobieżnego jeszcze). Nie były już sprowadzane autobusy z tym nowocześniejszym nadwoziem miejskim.

Firma została zakupiona przez - też francuskiego Saviema, któremu jednak już nie zależało na produkcji autobusu konkurującego z jego własną konstrukcją, zapewne nowszą. Produkcja była wygaszana. W tym czasie już nie sprowadzano autobusów francuskich i podpisano w 1958 r. umowę na licencyjną produkcję autobusu Skoda-Karosa, czyli Jelcz Pisałem, że widziałem chyba pierwszy taki autobus. Możliwe, że była to karosa ufryzowana na jelcza, którego nowo znaczek przyczepiono. Nikt sobie nie zdawał sprawy z tego, że ta konstrukcja to ogromny krok wstecz w stosunku do chaussona. Nadwozie wyglądało ładnie i nikogo nie raziło, że podłoga jest wysoka i ramę ma pod spodem.

Podobnie było z węgierskimi mavagami, późniejszymi ikarusami. Dodatkowo nadal pozostawały niskie okna, utrudniające orientację, zwłaszcza w tłoku. W tym czasie chaussony już miały okienka w krawędzi dachu, przez które pasażerowie stojący mogli lepiej widzieć. Autobusy Karosa miały wersję turystyczną Lux z takimi okienkami. Nikt jednak nie wpadł na to, że autobus miejski musi to mieć, bo naprawdę w tłoku nie widać. Ze względu na konstrukcję pudła (obły kształt) nie było mowy o podniesieniu dachu wersji miejskiej. Przegubowce z nich robione miały cechy amatorszczyzny. Początek dały domowej roboty przegubowce budowane przez warszawskie przedsiębiorstwo komunikacyjne. Zamiast porządnej harmonii w przegubie miały coś z gumkami z płótna namiotowego, co zamieniało się szybko w dziurawą szmatę z popękanymi gumkami. Przez dziury lała się woda. Żeby było taniej, ale też trudno było odtworzyć przekrój nadwozia o pochyłych ścianach jako harmonię.

 Chausson z podniesionym dachem

Fot. Rafał Wodzicki: autobus Chausson jako pierwszy wóz transmisyjny telewizji zbudowany na bazie modelu typowo miejskiego z szerokimi drzwiami i podniesionym dachem. W głębi warszawski autobus miejski Chausson - była to jeszcze wersja autobusu dalekobieżnego. No i wieczny żuk obok – towarzyszący polskiej historii aż do dziś....

Z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że prawdopodobnie istniała możliwość zakupu licencji i wyposażenia produkcyjnego na chaussona od Saviema, który wygaszał ten model po zakupie firmy Chausson. Ciągle była to konstrukcja sprawna i dająca duże możliwości rozwoju – tak co do stylistyki jak i budowy autobusów przegubowych. Widać na filmiku hiszpańskim, że ich chaussony miały częściowo zmienione przody, choć nie wiem z jakich powodów to było. Nadwozie samonośne dawało m. in. mniejsze zużycie paliwa. Autobusy były wytrzymałe i żywotne. Na pewno konstrukcja by dotrwała do nowszych czasów. Warto wspomnieć, że później kupowano licencje na wycofywane konstrukcje, gdy widziano, że inaczej nie da się nadgonić postępu... Np. silniki volkswagena do trabantów i wartburgów.

Ikarusy nowsze miały wersje przegubowe i nadwozia samonośne, ale kosztem silnika podpodłogowego, co podnosiło bardzo podłogę. Po epoce jelczy i ikarusów nastąpiła epoka jeczy-berlietów. One dopiero miały obniżoną podłogę, choć kosztem silnika z tyłu, co uniemożliwiało wtedy budowę wersji przegubowej. Dopiero wiele lat później, po wynalezieniu przez Mercedesa urządzenia przeciw wężykowaniu powstała możliwość budowy przegubowców, co zarówno Francuzi w swoich renaultach-berlietach, jak i Jelcz wykorzystali. Powstałą także wersja częściowo niskopodłogowa!

Dziś Polska jest swego rodzaju potęgą w budowie autobusów. Na filmiku z fabryki Solaris widać, że nadwozia niskopodłogowe muszą być samonośne. Pod podłogą nie ma tam miejsca na żadną ramę jej wożenie jest też bez sensu, bo przecież to dodatkowe zużycie paliwa i materiałochłonność. Pamiętam jak to samonośną konstrukcję sanów tłumaczono tym, że nie było mocniejszego silnika w kraju! Z powodu ich niedoskonałości konstrukcyjnej, jak pamiętamy – wsadzono tam ramę od prototypu SFA 21, tworząc wsteczny model H-100.

Produkcja chaussonów u nas jako jelczy czy sanów (skoro nasze własne sany nie były dobre choć zainspirowane chaussonami) na pewno by ułatwiła drogę ku niskopodłogowości. W ogóle rozwój myśli inżynierskiej.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=Mzitg7SEIhw

 

http://eksploatyka.blox.pl/2010/06/WSPOMNIENIE-O-AUTOBUSIE-8222CHAUSSON8221.html

 

https://www.youtube.com/watch?v=iQcdqmcFbQ0

 

https://www.youtube.com/watch?v=BD98tJf0gFk

 

https://www.youtube.com/watch?v=158owkM47qw

 

 



czwartek, 28 grudnia 2017, aph521

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2017/12/30 13:39:49
Poruszające jest to, że Chausson doszedł do podłogi na wysokości jednego stopnia, co u nas się pojawiło dopiero wraz z autobusami Berliet. To tylko potwierdza zawartą tu tezę.
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2017/12/30 17:48:13
(C) WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE Katalog-blogow.pl