Blog > Komentarze do wpisu
GDZIE TA BRZOZA, CO NAD NIĄ SAMOLOT 101 PRZELECIAŁ????
Naprawdę już wiele razy mówiłem sobie, że o tej katastrofie nie powiem nic już, ale zależy mi jednak na tym, żeby dochodzenia miały dobre standardy, żeby nie zwalano prosto na tych co zginęli. Żeby opierały się na prawdzie. Żeby nie było awanturujących się postronnych i niby-kierowników eksploatacji, pogardą dla innych zastępujących wiedzę i kulturę osobistą. Często wycierających sobie gęby kompletnie nierozumianą religią. Więc pokażę jak to brzoza jest tylko elementem pobocznym dla ustalenia jak przebiegało zniszczenie samolotu nr 101. Zasugerowała mi to koleżanka...

Wiązanie opinii publicznej wierutnymi kłamstwami na temat katastrofy smoleńskiej przez polityków i niektórych naukowców nie napotyka prawie na odpór. Gdy już napotyka, okazuje się że jest armia ludzi, którym wystarczy coś powiedzieć pod szyldem polskoamerykańskim, żeby zostało przyjęte jako coś absolutnie pewnego. Prości i wykształceni ludzie tworzą tłum propagujący te polskoamerykańskie nieprawdy jako dowody na głupotę i podłość rządu Tuska.

Szkic Smoleńsk

Rys. Jak widać, do ustalenia przyczyn i sposobu rozpadu wystarczy ołówek i flamaster. Wpieranie, że potrzebne są jakieś programy jest zwyczajnym nadużyciem. Dziś to bardzo jest częste: ci co mają dostęp do programów usiłują robić za tych wiedzących lepiej.

Otóż przypominam: eksploatacja jest zjawiskiem systemowym wiążącym wszystkie elementy w odpowiednich proporcjach. Jej jakość zależy od poziomu wiedzy terotechnicznej w zainteresowanych miejscach. Szczególnie ważna jest umiejętność prowadzenia wszelkich rozważań na temat zachodzących zjawisk, szczególnie na temat wypadków i katastrof. Dochodzeń naprawdę nie może prowadzić każdy, jak to się wielu wydaje. Powinny one też być prowadzone dostatecznie często w sprawach względnie prostych, co jednak jest blokowane bardzo często. Sprawy są zamiatane pod dywan. Jakby ich nie było, a to przecież wtedy można zapobiegać ewentualności wypadków i katastrof. Post factum można prowadzić jedynie dochodzenie powypadkowe...

Takie dochodzenie prowadziła komisja państwowa, tak jak prowadzi w sprawie każdego wypadku w Polsce, także w sprawie smoleńskiej. Ja przeprowadziłem dochodzenie własne korzystając z powszechnie dostępnych zdjęć i materiałów, przy czym nigdy nie czytałem całego raportu komisji. Interesowały mnie tylko fragmenty dotyczące procesów eksploatacji samolotów rządowych oraz ścieżki zejścia w Smoleńsku, poprzedzającej katastrofę.

Wykonałem szkic ołówkiem i flamastrem zielonym miejsca katastrofy. Takie powinny być początki dochodzenia. Łatwo zauważyć, że pole katastrofy jest bardzo czytelne. Inaczej nigdy bym się nie podejmował takich dywagacji. I tak od początku twierdziłem, że głównym pytaniem dochodzenia jest: DLACZEGO SAMOLOT ZNALAZŁ SIĘ TAK NISKO? Na to pytanie nie byłem w stanie odpowiedzieć i musiałem się oprzeć na ustaleniach komisji lotniczej, która ustaliła parametry ścieżki nalotu i przyczyny tak niskiego zejścia samolotu. Mogę za to tu ocenić metody dochodzeniowe jako właściwe, a wyniki za wiarygodne.

Prędkość pozioma nalotu wynosiła 280 km/h, a pionowa  50 km/h.

ZACZEPIENIE STATECZNIKAMI I KIKUTEM SKRZYDŁA O ZIEMIĘ, CZYLI PO CZYM POZNAĆ, ŻE SAMOLOT ODWRÓCIŁ SIĘ NA PLECY I POD JAKIM KĄTEM BYŁ DO ZIEMI?

Następnym bardzo czytelnym fragmentem pola katastrofy było pole rozrzutu części samolotu. Ma ono długość 165 metrów, co stanowi trzykrotność długości samolotu (47,9 m). Świadczy to o stycznym przyziemieniu, już niekontrolowanym przez pilotów. Na polu tym charakterystycznymi elementami są duże części, które nie uległy całkowitemu rozpadowi. Rozpad samolotu zbliżającego się stycznie do ziemi został zapoczątkowany przez zaczepienie ogonem – prawym statecznikiem poziomym oraz iglicą łączącą stateczniki. Praktycznie jednocześnie nastąpiło zaczepienie o ziemię kikutem skrzydła.

Stateczniki się oderwały od kadłuba (pozostając wbite iglicą w ziemię) powodując charakterystyczne zdeformowanie, początkowo okrągłego, wylotu trzeciego silnika. Nastąpiło oderwanie ostatniego członu kadłuba – tego z silnikami i numerem 101. Jest on sztywny, gdyż jest bazą dla trzech silników. W jego przedniej części kończy się centropłat, także sztywna część konstrukcji. Tu występuje skokowa zmiana wytrzymałości samolotu. Jednoczesne szarpnięcie wstecz przez odrywany ogon i w przód przez zaczepiający o ziemię kikut skrzydła spowodowało pozostanie części silnikowej na miejscu w całości prawie. Osłona wlotu trzeciego silnia (z numerem 101) zaczepiła o ziemię i wyhamowała całą konstrukcję, powodując jej obrót. Energia została wytracona przez rozrywanie tej osłony.

ZACZEPIENIE KIKUTEM SKRZYDŁA O ZIEMIĘ

spowodowało gwałtowny obrót samolotu wokół końcówki tego skrzydła, co spowodowało uderzenie kabiną w ziemię i zmiażdżenie jej tak, że przednie podwozie się przewróciło, bo nie miało na czym się trzymać. Jego opony zostały ubłocone, co było potem podstawą do wmawiania ludziom, że samolot wylądował w błocie. Błoto na pewno chlapało przy takim uderzeniu. Jednocześnie nastąpiło przełamanie centropłata przez siły bezwładności. Część, która zaczepiła uderzyła o ziemię krawędzią natarcia, co widać po rozgiętych wręgach. Druga część upadła względnie płasko, gubiąc po drodze koniec skrzydła. Tu potwierdza się kolejny raz, że samolot był na plecach: podwozie główne (wysunięte do ewentualnego lądowania) w dobrym stanie sterczy ku niebu.

Przełamanie centropłata spowodowało rozerwanie kadłuba samolotu, który jest konstrukcją względnie lekką. Części i ciała zostały rozrzucone na kierunku przyziemienia, jako że w momencie rozerwania miały prędkość rzędu 200 km/h..

DLACZEGO KIKUT

Na złożonym wraku widać, że samolot utracił końcówkę skrzydła ZANIM uderzył krawędzią czołową centropłata o ziemię. Nie zajmuję się tym jak na razie.

Wiedząc te rzeczy: jak samolot schodził na wysokość, która miała być wysokością decyzji, a gdzie stracił końcówkę skrzydła jedną lotką, co też uszkodziło mechanizmy sterowania (naprawdę o brzozie nie trzeba mówić wcale., żeby wyjaśnić) oraz jak zostały rozrzucone fragmenty wzdłuż owych 165 metrów... Wiemy na pewno, że samolot rozleciał się tuż nad ziemią w wyniku zaczepiania o nią, a częściowo został potłuczony przy uderzeniach o ziemię. Szczególnie dotyczy to kabiny pilotów (czyli kokpitu). To co znaleziono pod żelastwem to oczywiście tablica przyrządów, potocznie zwana kokpitem..

CO WIĘC SPOWODOWAŁO OBRÓCENIE SIĘ SAMOLOTU NA PLECY?

Właśnie ta utrata części skrzydła, a więc i siły nośnej na tej części. Siła nośna na odpowiedniej części drugiego skrzydła wywołała moment obrotowy. Skontrowanie tego było niemożliwe: za duża różnica powierzchni nośnych skrzydeł, a także za blisko ziemi.

CO SPOWODOWAŁO TĘ UTRATĘ CZĘŚCI SKRZYDŁA?

Bliższe oględziny miejsca odcięcia i pola katastrofy spowodowały ustalenie, że skrzydło zostało nacięte przy kolejnym uderzeniu w drzewo. W czasie oględzin pola katastrofy znaleziono złamaną w charakterystyczny sposób brzozę. W drzewie tym znaleziono elementy skrzydła samolotu. W częściach skrzydła za to były fragmenty tego drzewa. Reszty jego wyłamania dokonała siła nośna. Przez chwilę, w czasie obracania się na plecy całego samolotu, koniec skrzydła majtał się części nieprzeciętej części konstrukcji, aż odłamał się i spadł po prawej, a nie po lewej stronie osi rozrzutu szczątków.

Gdyby tak nie było należałoby ustalić jaka była inna przyczyna utraty części skrzydła, a także jaka przyczyna złamania drzewa stojącego na drodze podejścia. Jak więc widać rozważania o drzewie typu brzoza są zaledwie marginalne w stosunku do reszty ustaleń możliwych na podstawie, jak to już pisałem, powszechnie dostępnych zdjęć. Są one pokazywane jako dowody podłości ruskich, a przecież pokazują charakterystyczne odkształcenia, jednoznacznie opisujące katastrofę. Samo to, że rozważania te dają wyniki podobne do wyników obu komisji powinno uspokajać, że nie są one takie złe. Próby wymuszenia wyników innych są po prostu skandalicznymi działaniami na szkodę wymiaru sprawiedliwości. Żądaniem fałszowania dowodów, wyrażanym przez zastraszanie ekspertów, czy choćby wprowadzanie ich w zakłopotanie. I to mimo retoryki poszukiwania prawdy...

Należy podkreślić, że wieloletnia już awantura wokół tej katastrofy wyprodukowała standard pytań, które co chwila wracają w wykonaniu osób zainfekowanych nieprawdą „naukowców amerykańskich”: gdzie jest kokpit, czy generał był w kokpicie itp. Pytania te, powtarzalne maniakalnie, nigdy nie odnoszą się do prawdziwego przebiegu wypadku, albo wprowadzają do dochodzenia technicznego elementy polityczne. Mają wprowadzić sprowadzić wytrawnych dochodzeniowców do parteru: nie mający pojęcia ludzie mogą zadawać takie pytania jako bojownicy o prawdę!!! Jest to dla mnie zawsze żenujące widowisko, bo wiem na czym, polega walka o prawdę, w dochodzeniach w szczególności.

Zadziwia za to, że naukowcy w dużej grupie oburzyli się szybko na wrzaski profesor Pawłowiczowej w sejmie, a zgadzają się na implikowanie dyrdymałów przez polskoamerykańskich współpracowników Macierewicza. Inni znów naukowcy stwierdzili, że chamskie teksty pani Profesor to tylko publicystyka, a nie zauważyli, że taką kiepską publicystyką są dywagacje o zamachu.

Jeśli ma miejsce krytyka to najczęściej nie wprost, czyli jakby była zgoda na awantury wywoływane przez osoby postronne powołujące się na takie autorytety. Pozoruje się też dyskusję z innymi hipotezami, podczas gdy nie są to żadne hipotezy, a tylko z gruba ciosane manipulacje. Powtarzam: NIE SĄ TO ŻADNE HIPOTEZY, A Z GRUBA CIOSANE MANIPULACJE!

Mam nadzieję, że ci, którzy naprawdę chcą uczciwych wyników zostali przekonani. Ci co lubią głównie mieć pretensje i się awanturować, po prostu nie dadzą się przestawić. Nie są w stanie zrozumieć najrzetelniejszych tłumaczeń. Na zakończenie stwierdzę tylko, że zawsze domagałem się dobrych dochodzeń i atakowanie mnie jako przyjaciela Anodiny czy Millera przez niektóre osoby pokazuje tylko ich sposób myślenia. Aby komuś dowalić... Tym, co za bardzo się przejmują rolą i nie fałszują dochodzenia... Nie mają, żądanych wyników... Istotnie, jestem kłopotliwym elementem: nie jestem w żadnym układzie – ani złym ani dobrym, a mówię podobne rzeczy co wyżej wymienieni! WIDAĆ TU, ŻE NIKOGO Z TEJ GRUPY PRAWDZIWA NIEZALEŻNOŚĆ NIE OBCHODZI! Najważniejsze jest pozorowanie niezależności w ustalaniu wyimaginowanej prawdy i awantura w celach politycznych!

A więc przytaczam podstawową zasadę: eksploatacja jak najdalej od polityki. I należy się cieszyć, że to dochodzenie spełniało ten standard. I zapewnili go minister naszego rządu – Miller i przewodniczący Lasek, którzy wiedzieli jakie są ich role i znali tę zasadę!

(C) Rafał Wodzicki, ekspert eksploatacji, dochodzeniowiec

 

niedziela, 03 lutego 2013, aph521

Polecane wpisy

Komentarze
2013/02/03 09:32:14
Samolot został rozciągnięty na długości trzykrotnej, więc jak mógł się tak nierozlecieć? Po prostu się podarł, rozmazał po ziemi. Wąskim pasem!
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2013/02/03 10:51:50
Wywieranie presji na dochodzeniowców, także przez tworzenie fałszywych dowodów jest po prostu działaniem przestępczym. Podobnie jak ubliżanie im dlatego, że się nie dają. I to przy akompaniamencie twierdzeń, że się poszukuje jakiejś prawdy. Kompromituje to organizatorów i bojowników takiego ruchu!
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2013/02/03 16:38:16
>Jednocześnie (Kaczyński) przyznaje, że nie wierzy w dobrowolne odejście Tuska. - Musi trwać, bo musi bronić tego smoleńskiego kłamstwa, w które tyle zainwestowano - stwierdza.< Tak mówi ten, który smoleńskie kłamstwa produkuje w swoim warsztacie... Co widać wyżej. Majstrem warsztatu jest Antoni M.
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2013/02/05 19:49:03
Po obejrzeniu kawałków dzisiejszej debaty politycznej na UKSW zadaję proste pytanie: jak można tak chaotycznie opowiadać o tak poważnej sprawie i to dążąc zawsze do tego samego wniosku. Ponure widowisko: same tytuły i programy naprawdę nie dają prostych rozwiązań.
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2013/02/09 17:46:30
(C) WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE Katalog-blogow.pl