Blog > Komentarze do wpisu
Ewolucje samolotu 101 w czasie katastrofy
Odkrycia naukowe na temat katastrofy smoleńskiej porażają swoją głębią: samolot nie mógł wykonać ewolucji, bo Ruscy na pewno nie mają racji, bo to Ruscy i od razu mówiliśmy, że skłamią. Na pewno komisja rosyjska popełniła błędy zasadnicze próbując się wykazać przed naciskami PIS wykonującego wolę Głównego Żałobnika po śp. Bracie, ale czy zupełnie wszystko to nieprawda? Tak więc przeprowadźmy pewne rozważania dochodzeniowe tego dotyczące w ogóle nie wchodząc w ustalenia rosyjskie, ani nawet polskie, zachowując jednak procedury dochodzeniowe. Na początku opieramy się o fakty bezsporne, opowieści o wybuchu niszczącym centropłat (warto zwrócić uwagę, że tego słowa ja pierwszy zacząłem używać, bo przedtem nikt nie zauważył, że miał on zasadniczą rolę w niszczeniu samolotu) wkładając między bajki.

Jako, że dochodzenie zaczyna się od ustalenia stanu końcowego i tego co z niego wynika, zwracamy uwagę na to, że oś pola katastrofy o długości 165 m jest odchylona w lewo (w kierunku obciętego skrzydła) od zasadniczego kursu podchodzenia do lądowania. Samolot został roztarty po ziemi w pasie o szerokości ok. 30 m lecąc na plecach pod kątem 150 stopni. Bezsporne jest to, że samolot utracił część skrzydła lewego (nie wnikamy dlaczego: od cudownego wybuchu, czy cudownej brzozy), co spowodowało jego obrót na plecy, a także załamanie się „kursu” w kierunku w lewo! Nie był to już kurs, a właśnie ewolucja pomiędzy kursem lądowania, a osią ostatecznej katastrofy.

Problemem jest ustalenie jaka była chwilowa oś obrotu (tego pojęcia też używam jako pierwszy chyba) na plecy samolotu w tym krótkim czasie. Na skrzydłach występowała siła nośna, której części nagła utrata na lewym skrzydle spowodowała powstanie momentu od siły nośnej na odpowiednim kawałku skrzydła prawego. Po prostu nie była ona już zrównoważona przez siłę nośną na brakującym kawałku skrzydła. Chwilową osią obrotu może być w takim przypadku, albo oś kadłuba, albo końcówka kikuta skrzydła. Należy podkreślić, że wystąpienie momentu było nagłe, co spowodowało szybki obrót mimo sił przeciwstawiających się: nośnej na kikucie skrzydła i bezwładności kadłuba samolotu o masie ok. 80 t. Obrót musiał też spełnić warunek, że kikut nie zaczepił o ziemię zanim samolot znalazł się na plecach w pozycji 150 stopni. W czasie tym siła nośna malała do prawie zera w pozycji prostopadłej do ziemi (wtedy była ona jedynie na bocznej powierzchni statecznika pionowego), co spowodowało gwałtowne opadanie i pochylenie nosa ku ziemi, wywołane chwilowym momentem od siły nośnej na stateczniku pionowym. Wydarzenie te wskazują, że samolot musiał wykonać w krótkim czasie ewolucji w tym wznoszenia się w sposób niekontrolowany. Należy tu rozważyć na ile moment niezrównoważonej siły nośnej mógł pokonać siłę nośną na kikucie skrzydła oraz bezwładność kadłuba. Prawdopodobnie chwilowa oś obrotu znalazła się w połowie kikuta skrzydła.

W czasie obrotu siła nośna, która zanikła prawie zaczęła powstawać na drugiej powierzchni skrzydeł wraz z momentem od jej części na nieuszkodzonym skrzydle, który tym razem zaczął przeciwstawiać się obrotowi i bezwładności kadłuba utrzymując ukośne położenie samolotu. Był to jednak lot bezwładny – niesterowalny. Trwało też opadanie, aż do zaczepienia kikutem skrzydła, a następnie statecznikiem poziomym lewym i iglicą na szczycie statecznika pionowego. Przybliżony kształt tej ewolucji można teraz ustalić łącząc fazy lotu jeszcze stabilnego z początkiem ostatecznego przyziemienia i zniszczenia. Nie wymaga to nic więcej niż dywagacji analogicznych jak wyżej, uzupełnionych o odczyt czarnych skrzynek dotyczący ostatniej fazy loty stabilnego. Faktycznie nie jest nawet potrzeb ny jej dokładny kształt. Potrzebna jest jedynie przyczyna utraty części skrzydła. Teoria wybuchowa jest tu zupełnie fantastyczna, a teoria z brzozą jest prawdopodobna, zwłaszcza w świetle informacji o amerykańskich próbach zderzeń skrzydeł samolotów ze słupem drewnianym, o czym informuje profesor Artymowicz. Można to ustalić bardzo dokładnie, o czym pisze się w raporcie komisji Millera.

Warto podkreślić, że trajektoria lotu, którą tu opisuję ma taki charakter, że wskazania przyrządów mogą być niedokładne, podobnie jak zapisy czarnych skrzynek. Jej ustalenie z bardzo dużą dokładnością jest mało potrzebne. Podobnie jak nie jest właściwe ustalanie czy ktoś ma specjalistyczną wiedzę lotniczą tu (nieprofesjonalistom wydaje się, że np. lokomotywy elektryczne wymagają dyrektorów elektryków, choć przecież są one przede wszystkim układami mechanicznymi). Nie jest też tak, że, jeśli się ma program to zaraz trzeba go zastosować, bo inaczej niczego się nie wie. Bez czarnych skrzynek i oględzin wraku (nie jest on dowodem tej klasy jak niektórzy twierdzą) też wiele wiadomo.

Fachowość dochodzeniowa to jest właśnie umiejętność korzystania ze środków, a także rekompensowania ich braku, a przede wszystkim świadomość granic własnej wiedzy. Nie ma żadnego powodu, aby z tej tragicznej katastrofy robić wieloletnie widowisko sterowane przez osoby niefachowe wciskające od początku, że tylko komisja międzynarodowa może dojść do prawdy. Jak wykazuję, do dość dokładnej prawdy mogę dojść nawet ja, który przecież nie zajmuję się dużo lotnictwem. Jestem po prostu wypadkoznawcą i wiem jakie mam kompetencje. Stosowanie metody antyrządowej dochodzenia bardzo źle świadczy o tych, którzy użyczyli swojego autorytetu politykom, twierdząc, że są obiektywnymi ekspertami i fabrykując dowody. Bo przecież ludziom dziś się wydaje, że byle śmieć z komputera ładnie zrobiony to profesjonalizm. Nie! I jeszcze raz nie. To oszustwo niezależnie od ilości wymienianych przy tej okazji tytułów naukowych, co podrywa zaufanie do nauki w ogóle. Dlaczego środowiska naukowe nie przeciwstawiają się temu skandalowi, a różni utytułowani podobno popierają takie ustalenia? W Polsce brak jest uczciwej krytyki naukowej (przy okazji smoleńskiej już niektórzy na to zwracali uwagę), bo dziś chodzi o nikogo nie urażanie. 

(C) Rafał Wodzicki, ekspert eksploatacji, inżynier mechanik, wypadkoznawca

czwartek, 31 maja 2012, aph521

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Rafał Wodzicki, *.adsl.inetia.pl
2012/06/01 14:08:37
Na jedno jeszcze warto zwrócić uwagę: utrata końcówki skrzydła nastąpiła nagle (choć przez moment jeszcze się majtało jak pisałem), co spowodowało gwałtowny impuls siły obracającej spowodowanej różnicą sił nośnych na płatach. Ewolucja samolotu była naprawdę nadzwyczajna, bo niesterowalna już. To nie tyle była beczka, co rzut samolotem. Bardzo straszne dla tych, którzy tam byli.
-
Gość: Rafał Wodzicki, *.adsl.inetia.pl
2012/06/04 19:33:04
Ponieważ w opisach katastrofy smoleńskiej pojawia się pojęcie beczki (autorotacyjnej) warto poczytać o te jest. Na pewno nie jest to nagły obrót samolotu komunikacyjnego na plecy wywołany utratą końca skrzydła...
pl.wikipedia.org/wiki/Beczka_(lotnictwo)
-
Gość: Rafał Wodzicki, *.adsl.inetia.pl
2012/09/24 09:46:26
(C) WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE Katalog-blogow.pl