Blog > Komentarze do wpisu
Centropłat wybuchnięty
Bardzo przepraszam, ale inaczej niż satyrycznie nie da się tego opowiadać. Binienda , kontynuując swoją pseudonaukową misję w interesie polityków opowiada także o tym, że rozdzielenie się centropłata na dwie części dowodzi, że wybuch był. Chwali się przy tym ilością profesorów i doktorów, którzy go popierają. Ja twierdzę, że to jest na szkodę tych ośrodków naukowych, które są wymieniane. Nie ma tam żadnej krytyki chyba, albo zbierają się sami nie rozumiejący o co chodzi zwolennicy określonej opcji, przytakujący „niezaleznie.pl” (my informujemy – ONI kłamią). Jako ON kłamię więc dalej...

Jak już pisałem, nie jest wcale konieczne uczestnictwo w dochodzeniach naukowców. Po prostu jest przydatne jeśli sprawa jest trudna, a naukowcy stosują właściwe metody. Wielu dochodzeniowców interesuje się wynikami badań naukowych, bo to przecież rozszerza ich kwalifikacje. Warto jednak pamiętać, że naukowcy podlegają wszelkim zjawiskom ludzkim. Mogą być także uzależnieni od swojego programów, mieć bzika politycznego czy przekonanie, że tylko oni wiedzą najlepiej. Co najwyżej przyznają rację niektórym utytułowanym. Czasem też swoim nieutytułowanym znajomym.

Centropłat, czyli środkowa część płata (skrzydła) samolotu, jest najsolidniejszą jego częścią. Zawiera zbiorniki paliwa, a także musi przenosić siły nośne oraz te od podwozia głównego przy startach i lądowaniach. Istotnie musi zajść sytuacja nadzwyczajna, aby go zniszczyć. Dochodzeniowiec jednak potrafi ustalić wiele, gdy ma odpowiednie kwalifikacje z zakresu mechaniki ogólnej nauczanej przecież także na wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. Często go wymienia nasz specjalista NASA (ta instytucja, jak i opowiadanie o znajomych, nagrodach i programach komputerowych ma zamknąć usta tym prostakom z komisji nieamerykańskiej i takim jak ja).

Cóż więc wynika z tej mechaniki ogólnej dla przypadku katastrofy samolotu 101 w Smoleńsku? Wynika mianowicie, że samolot przyziemił się w skrajnie niekorzystny sposób. Naprawdę ile razy o tym myślę jest mi strasznie, bo przez sekundę ludzie w środku wiedzieli, że samolot się odwraca (opowiastki o tym, że się nie odwrócił przynajmniej częściowo są kpiną także z tych biednych ludzi) i że to koniec.

Moje dotychczasowe rysunki wykonane za pomocą programu Right Hand & Paper pokazywały rzeczy w uproszczeniu, m. in. pomijałem nachylenie 150 stopni w momencie zaczepienia o ziemię ogonem oraz kikutem obciętego (wszystko jedno jak) skrzydła. Oznacza to, że kadłub pozbawiony wyrwanego ogona był jednocześnie rozrywany i miażdżony w ciągu chwili. Solidniejsze konstrukcje by tego nie wytrzymały! Jak pisałem i pokazywałem wcześniej wbicie się środkowego silnika (z numerem 101) w grunt spowodowało gwałtowne zahamowanie (od 280 do 0 km/h). Chwilę wcześniej nastąpiło zaczepienie kikutem skrzydła i uderzenie kabiną o ziemię. Spowodowało to działanie na centropłat i złączony z nim kadłub ogromnego momentu siły: koniec kikuta miał prędkość ok. 0 km/h, gdy kadłub miał prędkość od 280 km/h do 0. Centropłat więc się przełamał skręcając dodatkowo kadłub, odrywany od części tylnej oraz miażdżony jego ciężarem. Bajki o wybuchu wymyślił Macierewicz, a nie wynikły one z żadnego śledztwa. Ich uzasadnianie to po prostu przestępstwo przeciwko prawdzie i kulturze dyskusji.

Samolot 101 kontakt z ziemią

Binienda za pomocą swojego programu mógłby to nieźle zasymulować, ale widać mu się nie chciało. Jako ekspert i naukowiec muszę dbać o jakość ekspertyz i sprzeciwiać się tworzeniu miraży przy pomocy programów komputerowych. Zwykli ludzie nie powinni być zalewani szumem informacyjnym, a powinni otrzymywać rzetelne wyjaśnienia. Podkreślam jednocześnie, że żadne programy nie muszą być tu używane, bo sytuacja jest czytelna bez tego.

Są ludzie, którzy twierdzą, że z Biniendą trzeba dyskutować. Otóż nie: jakość merytoryczna przedstawionych przez niego obrazków i opisów do nich jest żenująca i jedynie trzeba je zbijać, co niniejszym czynię. Po prostu fałszuje rzeczywistość powodując awanturowanie się różnych osób twierdzących, że amerykański profesor mający programy źle mówić nie może. Ubliża się przy tym miejscowym dochodzeniowcom, w tymczasem i mnie. Nie powinien źle mówić, ale jak widać może: król jest nagi. Można to obalić za pomocą programu Right Hand & Paper jak ktoś chce po amerykańsku. Po polsku to się nazywa kartka papieru (może być odwrotna strona czegoś) + prawa ręka + ołówek. Trzeba mieć trochę zdolności rysunkowych.

Przy okazji: warto przeczytać rzetelny tekst Pawła Artymowicza (też opluty oczywiście przez tego i owego) na temat działalności Biniendy. Nauka, ani w ogóle wiedza eksploatacyjna nie mogą istnieć bez krytyki i samokrytycyzmu, a kto przekracza wszelkie granice jest krytykowany bardzo. Skoro nie potrafisz nie pchaj się na afisz! Smutne jest to, że w Polsce nieraz ważniejsze są pozory dyskusji, pozorowanie dorobku naukowego i układy niż dochodzenie do prawdy. Tak postępuje wielu naukowców....

Jednocześnie rozpowszechniania jest wypowiedź Biniendy o tym jak to się u nas nie szanuje autorytetów, a w USA się chroni. Niby prawda: w końcu sam tego doświadczam w bardzo ciężkiej postaci, ale kontekst smoleński tej wypowiedzi zadziwia: jaki autorytet opowiadałby takie nieprawdy smoleńskie serio - nie rozumiejąc, że popełnia kardynalne błędy, które uzasadnia w sposób delikatnie mówiąc – niepoważny? Mnie to przykro pisać, bo rzadko kiedy tak ostro występuję, ale każda publikacja to wystawianie się na osąd i to nie tylko wybranej klaki „szanującej autorytety”. Można też narażać się na udawanie, że nie widać, bo się np. nie ma dość tytułów i znajomych. Ale prawda też w oczy kole! A jest ona taka jak wyżej i niżej...

I nie tylko ja tak myślę: warto to poczytać, bo opinia ta jest rzetelna.

http://studioopinii.pl/artykul/2696-pawel-artymowicz-skrzydlo-kontra-brzoza-cz-i

? (C) Rafał Wodzicki, ekspert eksploatacji , inżynier mechanik

PS Jak widać sprawa nieprawdy rozpowszechnianej przez Biniendę i Macierewicza zdominowała znów to miejsce. Bardzo bym chciał już się tym nie zajmować, ale obowiązkiem społecznym eksperta jest pokazywanie prawdy, tym bardziej, gdy inny ekspert mówi nieprawdę. 

środa, 30 maja 2012, aph521

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Rafał Wodzicki, *.adsl.inetia.pl
2012/05/30 19:45:28
Tekst Ewy Stankiewicz w GPC (o mowie nienawiści, pełen takiej mowy i chamstwa) zaczyna się: > Czekam, aż ktoś młody, wykształcony, ze światłem części społeczeństwa, na której kompleksach żeruje partia Tuska, nazwie "ciemniakiem" i "pisowskim oszołomem" profesora amerykańskiego uniwersytetu, światowej sławy specjalistę współpracującego m. in. z NASA czy z Boeingiem< Czyli należy udawać, że Binienda głupot nie mówię, nawet jak się jest wypadkoznawcą. Za mknąć się przed amerykańskim profesorem z NASA... Delikatna pani Ewa tak mówi... Król jest nagi i nie zamierzam udawać, że nie jest.
-
Gość: Kiep, 195.205.163.*
2012/09/06 14:52:39
Problem polega na tym, że silnik o którym piszesz to nie silnik tylko pusty wlot powietrza i nie mógł on wyhamować samolotu. Silnik znajduje się w środku części, która leży odwrócona wg osi podłużnej względem kierunku lotu, a obrys wręgi tej części nie ma śladów zgniecenia tylko zachowuje idealny owal. Co ciekawe obie części centropłata leżą w odwróconych względem siebie kierunkach i niemalże stykają się. Nie pasuje to do opisywanego przez ciebie scenariusza.
-
Gość: Kiep, 195.205.163.*
2012/09/06 15:03:28
Jeszcze jedno, gdyby samolot zaczepił kikutem skrzydła lewego w pozycji obróconej to fragmenty centropłata znajdowałyby się z prawej strony (patrząc od kierunku lotu) osi podłużnej upadku samolotu a znajdują się na skrajnej lewej stronie.
-
Gość: Rafał Wodzicki, *.adsl.inetia.pl
2012/09/07 07:36:33
Oczywiście prawdą jest, że jest to wlot powietrza do silnika, który znajduje się w środku kadłuba. Napisałem tak dla uproszczenia, by nie tłumaczyć nieważnych szczegółów. A czy mógł wyhamować? Widać jak oderwała się tylna część w miejscu karbu, gdzie zaczynała się strefa miażdżenia przez centropłat lecący do przodu. Żaden z dochodzeniowców nie pokazał jak ona wygląda po wyjęciu z ziemi. Twierdzenie, że nie ma śladów zgniecenia jest dość dziwne, bo akurat dość dokładnie się tym zająłem i specjalnie szukałem odpowiednich zdjęć: wylot jest zniekształcony. Gdyby nawet nie był wyłamanie ogona po zaczepieniu o ziemię jest oczywiste.
Części centropłata leżą w pobliżu siebie, ale się nie stykają. Stwierdzenie, że nie pasuje to do scenariusza nie jest niczym poparte: w zjawiskach szybkich efekty są nie takie jakby się wydawało. Tu wchodzą jeszcze duże masy i duża zmienność sztywności konstrukcji. To że samolot zaczepił kikutem akurat dyskusji nie podlega, chyba, że w wiadomym środku dochodzeniowym. Opowiadanie gdzie by leżał jest także stwierdzeniem gołosłownym. Zjawiska przy takiej katastrofie zachodzą jednocześnie: miażdżenie, rwanie, łamanie... Efekty są nieczytelne dla niefachowców, a i dla wielu fachowców - jak widać. Można to względnie dobrze odtworzyć komputerowo, ale nie jest to specjalnie konieczne dla ustalenia przyczyn katastrofy, a niewygodne dla niektórych, którzy skupiają się na brzozie. Więcej bym mógł powiedzieć, gdybym miał szczegółowe materiały na temat pola katastrofy. To co napisałem jest czytelne na podstawie dostępnych materiałów.
-
Gość: Kiep, 195.205.163.*
2012/09/07 10:50:54
Istnieje zdjęcie, na którym widać jak środkowy silnik wygląda po wyjęciu z ziemi. Są to zdjęcia składowania wraku. Interesująca nas część czyli wlot powietrza to pusty bęben, który zostałby zmiażdżony siłą pędu i ciężarem silnika. Nie miałby możliwości wbicia się w błoto i zahamowania pędu. Poza tym cała ta część obróciła się względem kierunku ruchu, nie koziołkując ale ślizgając się z obrotem, nie mogła być zatem wbita w błoto. Istnieje również zdjęcie (picasa Marka Dąbrowskiego) pokazujące jak płytko część ogonowa dotknęła ziemi. Jedyne co widać, to to że część ta jest oderwana, ale nie od siły zgniatającej, tylko rozrywającej, biorąc pod uwagę, że silniki spadając dogniatają całość płatowca, twój scenariusz jest z "oczywistym wyłamaniem ogona" jest dalece dyskusyjny.
-
Gość: Kiep, 195.205.163.*
2012/09/07 10:59:08
Gdyby zahaczenie kikutem skrzydła mogło rozerwać centropłat na 2 części, to znaczy mielibyśmy 2 siły rozrywające. Siła hamująca skierowałaby lewą część centropłata w prawo. Obie części nie mogłyby leżeć obok siebie. Trzeba również zauważyć że większa część centropłata - prawa - mimo iż leży obok lewej i pokonała tę samą drogę jest odwrócona o ponad 180 stopni. Jedyne jak to można skomentować to Twoim cytatem: "w zjawiskach szybkich efekty są nie takie jakby się wydawało", ale wtedy cały Twój wpis jest niewiele wart.
-
Gość: Rafał Wodzicki, *.adsl.inetia.pl
2012/09/08 09:49:25
Niewiele z tego wynika prócz chęci kwestionowania tego co napisałem. Podobnie jak niektórzy wmawiają do dziś, że samolot nie był na plecach.
-
Gość: Rafał Wodzicki, *.adsl.inetia.pl
2012/09/08 10:35:09
Aha! Wlot powietrza do silnika został oczywiście rozerwany, ale właśnie dlatego, że względnie słaby element pełnił rolą hamulca-pługu. Stateczniki przy podobnej roli po prostu się wyłamały. Szczegółowa symulacja tego nigdy nie została wykonana z powodów opisanych wielokrotnie. Jedni uważają, że jest to niepotrzebne (bo potrzebne nie jest), a drudzy omijają ten temat zajmując się brzozą.
(C) WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE Katalog-blogow.pl