Blog > Komentarze do wpisu
PAPIER NASZ CODZIENNY
Nie tak przecież dawno, obracając się w środowiskach wydawniczych słyszałem o tym, jak cenną rzeczą jest papier. Bardzo trudny do uzyskania był papier toaletowy, a w szkołach dokonywano zbiórek makulatury, od czego miała zależeć ocena ucznia. Bywało i śmiesznie i tragicznie gdy na tę makulaturę, aby mieć „punkty” oddawano dobre książki, a strach było oddać dzieła Stalina i Lenina. Do dziś mam piękne, choć wydrukowane z błędami widokówki firmowe linii oceanicznych ze statkami, znalezione w szkolnej kupie makulatury.

Zmiana ustroju, zasad gospodarowania oraz odreagowywanie przez społeczeństwo wieloletnich braków, spowodowały obfitość dowolnego rodzaju papieru oraz wtórny efekt w postaci szastania nim z różnych powodów. Także importowanych z „wolnego świata”. Powstał więc swego rodzaju savoir–vivre nakazujący używanie papieru bez skazy do najbłahszych celów. I tak często „nie wypada” iść do kierownika z brudnopisem pisma wydrukowanym na odwrotnej stronie starego pisma. „Nie wypada” stosować innego niż bieluteńki i najlepszy papier, gdyż można być posądzonym o lekceważenie adwersarza. „Nie wypada” poprawić cokolwiek na wydruku długopisem, gdyż przecież tak łatwo jest wydrukować jeszcze raz. Kopie też drukuje się na najlepszym, czystym papierze. O powszechnym drukowaniu jednostronnym – z lenistwa lub owej niby-elegancji – nie mówię. Oczywiście kosztów tuszu do drukarki, papieru i transportu nikt nie monitoruje, podobnie jak kosztów eksploatacji coraz większych archiwów oraz ilości dokumentów do odkurzania w biurach, gdyż przecież byłaby to „małostkowość”. Dzieje się to tam, gdzie kierownicy nie narzucą innych norm postępowania, z niewiedzy lub samouwielbienia. Tak jak i gdzie indziej, pracownicy nieszkoleni tworzą sobie swoje własne procedury.
Nie tak dawno pisałem o tym, że papier może w wielu funkcjach z powodzeniem zastępować plastikowe opakowania „jednorazowe a solidne”. Przecież jest rozkładalny i zawsze w końcu zniknie, czasem wyzbierany przez specjalistycznych zbieraczy i sprzedany za grosze, czasem wrzucony do pojemnika zbiórki selektywnej, a czasem rozpadłszy się w rowie, albo spalony. Wszystkie możliwości są w miarę dobre. Czy oznacza to, że nie należy papieru szanować? Czy też nie wyrzyna się teraz lasów na papier? A może to nie szkodzi?
Znikły co prawda z tamtejszej ulicy Okrężnej i wielkiego placu składowego stosy bali papierówki przywożone do celulozy we Włocławku, która znikła sama w sobie w ślad za spienionymi zanieczyszczeniami, które zawsze płynęły Wisła umilając spacery po bulwarach tego miasta. Pewnie nadal leżą wokół czynnych papierni, które działają w sposób bardziej ekonomiczny i według lepszych technologii. Pozwalają one taniej produkować papier lepszej jakości. Znikły gorsze gatunki papieru, ale też nie znaczy wcale, że nie należy szanować papieru jako wyrobu przecież energochłonnego, wymagającego wyrębu lasu.
Tak więc cenić należy każdy odruch przywracający właściwie proporcje w „tym temacie”. W jednym z kursów komputerowych zamieszczono uwagę o tym, że należy oszczędzać papier, drukując wszelkie brudnopisy na odwrotnej stronie makulatury. Przecież i tak wyglądają lepiej niż niejeden czystopis sprzed pięćdziesięciu lat. Dzięki ponownemu wykorzystaniu mogły się zachować np. „Kazania Świętokrzyskie” znalezione przecież w formie pasków w oprawie innej księgi.. Odetchnąłem z ulgą, że przecież nie wszyscy jeszcze zwariowali na punkcie nuworyszowskiego savoir-vivre’u. A już myślałem, że wszystkim nowoczesność kojarzy się z szastaniem nim, podobnie jak pewnemu kierownikowi, który kazał przekładać dokumenty do nowych, kolorowych segregatorów, gdy tylko się one pojawiły.
Bałagan panujący wśród druków bankowych i pocztowych, powoduje niejednokrotnie konieczność przepisywania na ten „właściwy” i niszczenia „niewłaściwego”. Uzasadnienia bywają różne: zły kolor, zły format, podobieństwo do czegoś. Zawsze też świadczą one o braku zrozumienia roli druków i sensu ich normalizacji. Druki niewłaściwe, mimo całkiem rozsądnych ustaleń są nadal drukowane w każdym piśmie, między innymi na skutek braku rozpowszechniania idei i dopracowania szczegółów. Dużo zamieszania spowodowały czwarte odcinki na drukach wpłat: są one na ogół wyrzucane od razu przez urzędnika.
Kierownicy wszelkich biur: pamiętajcie, że to w waszych rękach jest nadanie odpowiedniego tonu. Gdy brak jest wyraźnych wskazań pracownicy popadają w uniżoność i papier, a za nim drzewa lecą pod topór. W końcu przecież i niejeden kierownik zaczyna myśleć, że należą mu się przynajmniej dwa drzewa do zniszczenia.
Z pewną ulgą należy przyjąć próby wyprodukowania elektronicznego „papieru” wielokrotnego użytku, którego swego rodzaju prototypem były tzw. znikopisy, najczęściej używane przez dzieci. Problem poszanowania papieru pozostanie z pewnością jeszcze długo, a więc robienia niepotrzebnych śmieci, emisji niepotrzebnej energii wykorzystywanej do jego produkcji, przy jednoczesnym likwidowaniu mechanizmów ochrony atmosfery, jakimi są lasy.
Rafał Wodzicki

PS ten tekst opublikowałem 10 lat temu w piśmie Środowisko. Dziś jest jeszcze gorzej, bo przecież długopisy reklamowe zasychają w pęczkach, bo mało się pisze ręcznie i powstały nowe bzdury savoir-vivre'owe. Tworzą to kierownicy eksploatacji, którzy piszą dużymi litermi swoje tytuły. Firmy, które powinny dawać przykład - dają przykład, ale głupoty. Już np. używa się tylko formatu A4 nawet do czegoś na co dawniej starczył A6 (4 razy mniejszy) oraz kopert (A5), żeby sekretarki się nie męczyły składając pisma... Kupa papieru jest wykonywana tylko po to, żeby być śmieciem...

 

niedziela, 17 października 2010, aph521

Polecane wpisy

(C) WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE Katalog-blogow.pl