Blog > Komentarze do wpisu
Nonszalancja i niechlujstwo eksploatacyjne
Temat ten wypada przyspieszyć z okazji powodzi. Fala powodziowa przechodzi wczoraj-dziś-jutro przez Warszawę. Jakoś nie wspomina się o tym jak to jeszcze kilka lat temu pozwolono korytu Wisły zarastać lasem łęgowym. Dziś byłoby to tragiczne, bo niesione przez wodę przedmioty (gałęzie, pnie itp.) miałyby się na czym oprzeć powodując spiętrzenia lokalne. Nie jest ważne czy zaczęto je wycinać po moich interwencjach (miałem w oczach powódź wrocławską 1997 oraz to jak wyglądało koryto za czasów ustroju jedynie słusznego, który akurat z tym sobie radził), które ktoś zauważył, czy też jest to przypadkowa zbieżność z czyimś myśleniem. Ważne jest to, że jednak tego dokonano dokonując po drodze wymiany zdań z obrońcami przyrody (ptaków i lasów łęgowych, które istotnie są ciekawostką warszawską). Woda jednak może przez miasto przepłynąć bez zbędnych ograniczeń. Najniższe miejsca Saskiej Kępy oraz Pragi prawdziwej są możliwe do obrony.

Źródłami nonszalancji i niechlujstwa eksploatacyjnego są zawsze te same okoliczności: brak wiedzy zarządzających, lekceważenie wiedzy innych i chęć dominowania za wszelką cenę (brak umiejętności samooceny), czyli pokazywania kto tu rządzi. Jeden człowiek nie jest w stanie opanować całej problematyki systemu i dlatego powinien się posługiwać innymi za pomocą posiadanej wiedzy eksploatacyjnej. Wszyscy powinni mieć zdolność samooceny, a także konstruktywnej wymiany zdań. Nie trudno zauważyć, jak wiele zależy tu od systemu wychowawczego (też eksploatacyjnego).

Jest oczywistością, że każda osoba ma inny charakter i jej naturalne postępowanie bywa różne od innych w okolicy. Wychowanie i nauka służą pewnej standaryzacji zachowań, co daje platformę wymiany myśli i rozwoju gatunku ludzkiego jako takiego. Nie jest oczywiście możliwe zestandaryzowanie zupełne, a byłoby to nawet szkodliwe, gdyż to właśnie różnice napędzają rozwój tak jak plus i minus wprawiają w ruch silnik elektryczny. Jednocześnie warto przytoczyć powiedzenie, że każda rzecz jest tak dobra jak jej najsłabsza część.

Poniżej więc pokazuję kilka przykładów wraz z ich dyskusją (studia przypadków).

Budynek nad Motławą ma ciekawą architekturę i pewną wartość estetyczną. Jest wartością krajobrazową. Wymiana okien postępuje w nim wg wizji lokatorów patrzących od wewnątrz, lekceważących architekturę ze względu na niski poziom kulturalny. Przy wymianie okien pracują także ludzie ten problem lekceważący, a chcący zarobić. Nie zwraca się uwagi na to, że znaczenie w architekturze ma każdy szczegół i nie można dowolnie zmieniać położenia i wymiarów elementów okna. Eksploatator główny budynku nie chce się w to wtrącać, albo go nie ma. Efektem jest niszczenie m. in. krajobrazu Motławy, a więc i Gdańska oraz podsuwanie innym takiego postępowania, co niszczy krajobraz polski. Nikt za to nie odpowiada, także władze miasta. To jest polska specjalność, na co zwracali mi uwagę obcokrajowcy i co ja sam widziałem.

Wymiana okien bez ładu i składu.

 

Na warszawskim Gocławiu (Grochów-nie-Praga-Pd.) było lotnisko sportowo-sanitarne. Miało ono swoja infrastrukturę w postaci hangaru z przyległościami. W czasie projektowania dzielnicy wpadnięto na pomysł, aby zbudować tu eliptyczną obwodnicę i zignorować tak hangar jak i prostopadły do Wisły Wał Gocławski, który to lotnisko osłaniał od strony Saskiej Kępy. Przez zasłonięcie hangaru przez bloki mieszkalne zupełnie zniszczono jego wartość eksploatacyjną, jaką jest wielka przestrzeń zamykana wrotami.

Hangar po lotnisku Gocław

 

Pewna szkoła wyższa reklamuje się rozklejając afisze na przystankach (co odpowiednie służby muszą usuwać). Szkoła ta reklamuje się, że prowadzi kierunek zarządzanie (każde zarządzenie jest kierowaniem jakimś procesem eksploatacyjnym) i nie widzi sprzeczności między tym, a pokazywaniem ludziom jak zaklejać przystanki ogłoszeniami lekceważąc system eksploatacji przystanków. Czyli sprawiedliwość sprawiedliwością, ale musi być po naszej stronie! Daje się tym przykład także własnym studentom, którzy właśnie na studiach powinni być uczeni, że tak nie wolno postępować: trzeba szanować innych po prostu.

Szkoła wyższa psucia eksploatacji

 

Oznaczenia pojazdów kolejowych są ważne ze względu na konieczność identyfikacji ich samych i ich parametrów. Napisy powinny być czytelne i kontrastowe. Wynika to zarówno z logiki, jak i przepisów, które są pisane także dla tych, którzy na logice się nie znają. Niestety, pokazywanie kto tu rządzi oznacza przekonanie: że wszystko można ronić wg własnego widzimisię. Przy przemalowywaniu pociągów nie zaprojektowano odpowiedniego poszerzenia pasa, a także zmiany kontrastu na odwrotny. Ktoś kazał wykonać czarne napisy na czerwonym i żółto-czerwonym tle. Oznacza to nieczytelność znaków w trudniejszych warunkach pogodowych i propagowanie takiego sposobu oznaczaniu, co wielu podejmuje.

Napisy na pociągu

 

A na koniec cymesik: klapy studzienek telefonicznych. Przedwojenne trwają (to ma być główna cecha eksploatacyjna) nawet po starciu napisu Polska Akcyjna Spółka Telefoniczna (czyli PASTA). Nowe zaś rozpadają się po paru latach. Może ktoś mi odpowie dlaczego? Co ciekawsze eksploatatorzy telefonów, ani eksploatatorzy chodników nijak nie interweniują. Ktoś dobrotliwy co najwyżej wetknie deskę. Jestem przekonany, że nikt za to nie spadł ze stanowiska. Chyba, że ktoś się zabije.

Dziura w klapie oznaczona deską

Klapa telefoniczna przedwojenna

Dylatacja na ścieżce rowerowej na Moście Świętokrzyskim w Warszawie. Wielokrotne powiadamianie eksploatatorów dróg doczekało się jedynie wyjaśnienia, że instytut to zatwierdził i już. Co innego, gdybym to zrobił jako wysoki urząd, albo był pracownikiem instytutu ważniejszego. Albo, gdy ktoś się na tym wywali (i będzie miał świadków, bo inaczej)... Warto podkreslić, że tak wykonuje się też wiele podjazdów (zależnie od tego co "fachowcom" wypadnie) na chodniki i ścieżki rowerowe, co uprzyjemnia zarówno ruch rowerów, jak i niepełnosprawnych. Najciekwasze, że w innym momencie powołują się na dokumentację, zależnie od okoliczności.

Dylatacja na Świętokrzyskim

 

Zamocowanie znaków drogowych umożliwiające ich łatwe obrócenie przez chuliganów zostało wprowadzone przed laty jako innowacja mająca ułatwiać życie eksploatatorom. Niestety: chuligani dość często celowo je odwracają korzystając z tego. Także rozmieszczenie znaków jest często dziwaczne, jak widać na zdjęciu. Znaku ustąp z pierwszeństwa przejazdu, ani oznakowania poziomego, nie usunięto po wprowadzeniu ruchu jednokierunkowego. Może to spowodować w określonych warunkach wypadek.

Znak zasłonięty gałęziami

Znak ustap pierwszeństwa przejazdu na ul. jednokieronkowej

Kilka tych przykładów pokazuje, że niszczenie wartości eksploatacyjnych – często już przy ich projektowaniu i wykonywaniu – jest powszechne. Kierownicy eksploatacji takich drobiazgów nie zauważają, albo je wręcz prokurują. Bardzo często też ignorują krytyczne uwagi, czasami nawet uzasadniając błędy „naukowo”. Np., że instytut zatwierdził, albo jest certyfikat, jakby to zwalniało o myślenia własnego. Własnej wiedzy eksploatacyjnej, jeśli się chce być kierownikiem eksploatacji. Te drobiazgi są zawsze zapowiedzią większych (kosztowniejszych pieniężnie i życiowo), jak np. rozpadanie się wiaduktów betonowych ma charakter identyczny jak rozpadanie się ww. klap telefonicznych. Może to doprowadzić do spadnięcia ciężarówki, po wyłamaniu się bariery ochronnej na chodnik poniżej. Zdarzyło się to naprawdę na Saskiej Kępie, dzień po moim przejeździe rowerem.

Rafał Wodzicki

 

 

 

niedziela, 23 maja 2010, aph521

Polecane wpisy

(C) WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE Katalog-blogow.pl